Ze zjawiskiem donosicielstwa spotkałam się po raz pierwszy w szkole podstawowej. Małe, niepozorne dziewczynki, uprzejmie informowały nauczycieli o każdym najdrobniejszym przewinieniu nieco bardziej rozbrykanego ucznia. Zachowania te albo były wzmacniane przez jeszcze bardziej niedowartościowaną nauczycielkę, albo ignorowane lub wręcz ganione przez wyważoną, pełną życiowej sprawiedliwości boginię małych wojowników. Przez wiele lat żyłam w świecie mniejszej lub większej życiowej przepychanki, ale miałam szczęście i spotkałam się z tym zjawiskiem tylko raz. I znowu napotkałam małą, niepozorną dziewczynkę, która nie radząc sobie w relacji z drugim człowiekiem chętnie korzystała z opcji uprzejmie donoszę. Jej zachowania były akceptowane ale traktowane z przymrużeniem oka, co powodowało raczej uśmiech na twarzy niż złość. I tak wędrowała przez świat z opinią małej donoszącej dziewczynki, pozbawionej koleżanek i kolegów, pnąc się po szczeblach zawodowej kariery.
Będąc w Anglii odnoszę wrażenie wybuchu epidemii małych donoszących dziewczynek. Krążą niczym sępy z wytężonym uchem, donosząc o najmniejszym człowieka ruchu. A ja patrzę z niedowierzaniem, jak bardzo rozpowszechnione jest to zjawisko. Jeszcze bardziej zadziwiona jestem, wartością czerpanych profitów. I nie wiem czy to jest kwestia naszej narodowej mentalności, braku empatii dla drugiego człowieka, czy zwykłej przyjemności czerpanej z wyrządzania komuś krzywdy. A może właśnie tacy jesteśmy? Mali, niedowartościowani, żądni czyjegoś nieszczęścia. Na szczęście spotykam też wielu uroczych rodaków, o ciepłym sercu, pomocnych, dzielących się tym, co wydaje się tu najcenniejsze - swoim doświadczeniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz