Liverpool
sam w sobie nie jest piękny, ale podoba mi się kilka rzeczy. Jest
tu bardzo zielono, mnóstwo pasów zieleni, drzew już kwitnących i
osiedla z małymi domkami. Nic nie niepokoi oka jak moloch
blokowiska, a tu tego nie ma i to jest dla mnie duży plus. Natomiast
wszędzie są śmieci, bo koszy nie ma i chyb nikt tego nie sprząta.
Cudowność domków polega na tym, że każdy ma swój mały
przydomowy raj po pracy, często z ogródkiem. Choć niektórzy z
wygody zamieniają to na betonowe place. Dla mnie to jest ogromny atut Anglii, bo stosunkowo niewielkim
kosztem możesz wynająć mały raj dla siebie, nie obciążając się
jakimś koszmarnym kredytem do końca swojego życia.
Teraz mieszkamy
w małym, 63 metrowym mieszkanku, jednym z tańszych na rynku. I to jest kolejny urok Liverpoolu.
Kolejna fantastyczna rzecz to dla mnie
klimat. Miałam ogromną frajdę jak przyleciałam, bo z nieba
rozlewało się słońce i było naprawdę ciepło, ale w powietrzu
czuć delikatny nadmorski chłód. Co do języka, hmmm, po
wylądowaniu miałam wrażenie, że jestem w Holandii oni gulgają. Mam nadzieję,
że moje ucho z czasem załapie ten gulg i zacznę rozpoznawać w
nim język angielski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz