poniedziałek, 4 maja 2015

Poznawanie

Droga do domu
Jadę samochodem spokojnymi uliczkami, mijam małe domki, rozkwitające drzewa, a słońce ogrzewa mi policzki. Nie mam ochoty na batonik, a mój w kieszeni jest stopiony. Pomyślałam, że trochę przypomina mi mnie i moją podróż. Jestem takim rozklejonym batonikiem w hermetycznym opakowaniu. W środku galareta, a na zewnątrz dobrze trzymające opakowanie. Jadę i przemykają mi różne myśli. Liverool mnie nie odpycha, wręcz przeciwnie, jest trochę leniwy, jak Myślenice, zielony i mile zaskakujący. Jedziemy, nagle rozpoznaję ulicę i wiem, że za chwilę zobaczę Dani. Radość miesza się ze łzami, najchętniej stałabym w uścisku wieki. W sercu robi mi się ciepło... Jestem w domu, choć drugi dom daleko. Łzy znowu napływają mi do oczu. Czuję się szczęśliwa i rozerwana jednocześnie. Wszystko się miesza, stres, podróż, powitanie, rozstanie, mam mętlik w głowie.
Jemy obiad, jedziemy na zakupy i do nowego domu. Podjeżdżamy na podwórko, poznaję blok. Idziemy przez podwórko, wspinamy się schodami na zewnętrzną klatkę. Idziemy na koniec korytarza, dochodzimy do czerwonawych drzwi. Wchodzę...Wrzucam jakieś siatki, zabrane z auta i rzucam pierwsze spojrzenie na mieszkanie. Słońce wpada przez ogromne okno. Przez głowę mi przelatuje – to twój nowy dom...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz