środa, 6 maja 2015

Jak to jest, kiedy kocha się swój kraj?

Dużo się ostatnio nad tym zastanawiałam, jak przypadek urodzenia się pod daną szerokością geograficzną określa m.in. twoje prawa obywatelskie. Jeszcze dosadniej odczułam to w urzędzie, podczas wspomnianej wcześniej, miłej pogawędki z panią o związkach partnerskich. I nagle doznałam emocjonalnego olśnienia, że w obcym dla mnie kraju, w którym skazana jestem na bycie emigrantką czuję się lepiej niż w kraju, w którym przeżyłam swoje dotychczasowe życie. Nie miałam jednak do końca świadomości, będąc w Polsce jak dla mnie jest to ważne. Mieć zabezpieczenie prawne do czucia się pełnowartościowym obywatelem, pomimo ograniczonych praw wynikających z emigracji. 
Dyskryminacja nie polega na wykrzykiwaniu inwektyw w czyimś kierunku, ale na nierównym traktowaniu obywateli. Hipokryzją jest udawanie, że w Polsce jest inaczej. Żyjemy w XXI wieku, w środku Europy, a z sejmowych mównic wylewa się mowa nienawiści, strach i zaściankowość, która ma ogromny wpływ na nasze życie. Zmusza nas do wiecznej walki o swoje prawa, szukania prawnych rozwiązań do zabezpieczenie partnera, a z kątów urzędów i tak płynie śmiech, ignorancja, odmowa wydawania prostych dokumentów. Ktoś kto tego nie doświadcza na co dzień nie jest w stanie wyobrazić sobie poczucia ulgi jakie mi towarzyszy. Tutaj nikt z butami nie pcha mi się do łóżka, nie nazywa mnie zboczeńcem, nie oczekuje szufladkowania. Jesteś kim chcesz być, żyjesz jak chcesz żyć, bo pozwala ci na to równe traktowanie.
Kocham Polskę, bo tutaj się urodziłam i wychowałam, znam zapach łąk, chleba, nawet powietrza pachnącego inaczej i nic tego nie zmieni, ale nie mam w sobie zgody na proponowane mi bycie obywatelem drugiej kategorii.
Być może wiele osób nie zrozumie mojej intencji i uzna ten wpis za zwykłe narzekactwo, ale wiem, że wiele pośród mi bliskich osób czuje tak samo, tylko nie chce o tym mówić na głos.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz